Gottwaldówka położona jest w Kątach Bystrzyckich, malowniczej wsi „wciśniętej” w dolinę otaczającego ją pasma Krowiarek. Dzisiaj jest to wieś uroczo peryferyjna, zachwyca spokojem oraz atmosferą zatrzymanego czasu.

Zapraszam w podróż do Gottwaldówki…

Tekst Magdalena Pośpiech

Kiedy w Wielki Czwartek ubiegłego roku trafiłam do Gottwaldówki, to w zasadzie od progu, lub może jeszcze podczas podejścia pod wielkie drewniane wrota prowadzące na obejście, poczułam jak wielką miłością pokochała to XIX-stowieczne gospodarstwo Renata. Od 1989 roku systematycznie i z wielkim uporem, mając do dyspozycji niewielkie  środki finansowe, ale za to z pomocą przyjaciół wspierających jej pasję, realizuje swoją ideę odbudowy i zagospodarowania Gottwaldówki. To coś na kształt programu, który sama wymyśliła głównie po to, by zostawić świadectwo tego, jak wyglądały przed wojną siedziby ludzkie wsi kłodzkiej.

Długi czas dojrzewała w niej idea odtworzenia w jakimś opuszczonym gospodarstwie dawnej zagrody wiejskiej z jej tradycyjną architekturą, sprzętami, narzędziami rolniczymi i rzemieślniczymi oraz przyległym do niej ogródkiem, a także z miejscem na wystawy i zajęcia warsztatowe pozwalające poznać życie dawnej wsi kłodzkiej. To marzenie nie dawało spokoju i  w końcu doprowadziło Renatę do Gottwaldówki.

Pora opisać to gospodarstwo, które wiosną zeszłego roku tak mnie oczarowało.

Jest to ogromna siedziba, założona na planie czworoboku. Składa się z osobnego domu mieszkalnego, stodoły i wozowni. Całość zamyka łukowa brama typowa dla wiejskiego budownictwa kłodczyzny. Za wielkimi, drewnianymi wrotami kryje się obszerny podwórzec, który opada w kierunku północnym. Tego typu „domiszcza” budowane pod koniec XIX wieku, powstawały pod wpływem rozwoju wielkiego przemysłu, oddziaływującego na charakter zabudowy kłodzkiej wsi. Budowano wówczas duże budynki mieszkalne oraz solidne, dobrze wyposażone budynki gospodarcze. Gottwaldówka jest tego świetnym przykładem. Dom mieszkalny posiada wysoki dach, który pierwotnie kryty był  łupkiem kamiennym oraz użytkowe poddasze. Nieco później dobudowano do niego część wysuniętą na zewnątrz w stosunku do lica budynku. To w niej – według relacji wnuczki Gottwaldów –  mieszkali dziadkowie. Na parterze domu znajdujemy obszerną kuchnię oraz pokoje w amfiladzie. Na wprost drzwi wejściowych, za sienią wchodzimy do tzw. lepszego pokoju. W sieni, w zagłębieniu znajduje się  wielki piec chlebowy oraz przeróżne komórki i zakamarki pełne przedmiotów, które zatrzymały w sobie dawny czas. Podstawowym budulcem tego gospodarstwa są cegła, kamień oraz drewno.

Renata od wielu lat gromadzi sprzęty, które znajdowały się w takich siedzibach. Jej poszukiwania wiodą przez zagrody chłopskie, giełdy staroci, jarmarki i różnego rodzaju rupieciarnie. Każdy zdobyty przedmiot otacza opieką, każdemu znajduje właściwe miejsce. Wnętrze domu mieszkalnego ciągle powstaje i zmienia się na oczach przybywających tu gości i turystów. A do Gottwaldówki ludzie ciągną, bowiem miejsce to ma niepowtarzalny klimat, który zawdzięcza osobowości Gospodyni. Każdego wędrowca Renata wita z otwartymi ramionami, każdego ugości, każdego oprowadzi po swoim obejściu. Jest co oglądać i naprawdę trudno oczy oderwać…

W oborze po remoncie powstała sala wystawowa, w której zachowano pierwotny charakter wnętrza. W części dachowej obory wygospodarowano kilka pokoi z łazienkami dla turystów. Stodołę z młockarnią i innymi starymi maszynami rolniczymi zachowano zgodnie z jej pierwotnym przeznaczeniem. Wozownię, otwartą w kierunku podwórza, przeznaczono na pokaz maszyn rolniczych, uprzęży i wozów. W części strychowej Renata wykonała szereg otworów okiennych w dachu, które doświetlają wielkie pomieszczenie, przeznaczone również na wystawy, a w części na powstającą ciągle bibliotekę.

Od samego początku remontu i  zagospodarowywania Gottwaldówki była ona miejscem spotkań, otwartym, żywym domem pełnym ludzi. Renata nie czekała na oficjalne zakończenie remontu. Nie będąc w stanie przewidzieć, kiedy prace podnoszące dom z ruiny dobiegną końca, szeroko otworzyła drzwi przed turystami i gośćmi. Kończyła  kolejne pomieszczenia, a jednocześnie organizowała spotkania i wystawy oraz zabawy na dziedzińcu niejednokrotnie z ludową muzyka w tle. Te wszystkie spotkania zawsze były i są tematycznie związane ze Śląskiem i Ziemią Kłodzką.

Kiedy tu trafiłam w sali nad wozownią pokazano formy szklane Wernera Kaspara oraz akwarele jego żony Urszuli. Tradycje szklarskie były i są ciągle żywe na tej ziemi.Wystawa była połączona ze sprzedażą, więc wyjechałam z Gottwaldówki z przepiękną, szklaną żardinierą…

A wcześniej Renata pokazywała w swojej oborze dorobek śląskiego, przedwojennego malarza i grafika Ericha Fuchsa, którego twórczość jest opowieścią o pracy i życiu ludu sudeckiego, a także kontemplacją górskiego pejzażu. Później była wystawa zatytułowana „Śląskie koronki z babcinego kufra”, pokaz kamionki bolesławieckiej oraz wystawa „Święci w szkle zaklęci”  prezentująca prywatną kolekcję dewocyjnych obrazków na szkle, wykonywanych w ciągu XVIII-XIX w. w hucie szkła w Lasówce na Ziemi Kłodzkiej. Kolekcja pochodziła ze zbiorów małżonków Heidi i Fritza Helle. Wystawę zorganizowało Muzeum Śląskie w Görlitz, użyczając jej część Gottwaldówce.

Wystawy to tylko część bogatej działalności gospodarstwa. Renata uczy okoliczną młodzież pieczenia chleba według tradycyjnej receptury, gromadzi regionalny księgozbiór w języku polskim i niemieckim, a w najbliższym czasie planuje organizowanie warsztatów tradycyjnego rzemiosła oraz założenie ogródka zielarskiego i przywrócenie do życia starego sadu.

Kiedy wyjeżdżałam z Gottwaldówki patrzyły za mną bratków granatowe oczy…

Patrzę na moją szklaną żardinierę. W tafli grubego szkła odbija się jak w lustrze wspomnienie o wizycie u Renaty, która dziewiętnastowieczny rytm wiejskiego życia przeniosła w wiek XX i XXI. Przeszłość tego domu jest miarą teraźniejszości i co zadziwiające w owej przeszłości odnajdują swoje miejsce ludzie młodzi, zarażeni pasją Renaty…

Kąty Bystrzyckie 23

tel. 74 81 48 045 / mail: info@gottwaldowka.pl